czwartek, 3 października 2024

Black to the garage: Despised Cruelty, Obsidian Mantra, ZØRZA

 


W ostatnią sobotę września, roku 2024 odwiedziłem po raz pierwszy klub muzyczny Garage Pub przy ulicy Piłsudskiego w Krakowie.

Udało mi się nawet dostać bilet kolekcjonerski. Co ciekawe jest on w formie wizytówki.



Moim celem było usłyszenie i zobaczenie na żywo dwóch zespołów których tegoroczne wydawnictwa mnie zachwyciły. Chodzi oczywiście o Obsidian Mantra - As we will oraz ZØRZA-Hellven.





Pierwsi na scenie pojawili się Despised Cruelty. Zespół black metalowy z miasta Łodzi. A że z Łodzi to nie szkodzi to chętnie posłuchałem. Piosenki były w języku ojczystym co bardzo lubię, przemieszane z anglojęzycznymi. Muzyka świetna chociaż nic odkrywczego nowego jak na gatunek nie uświadczyłem. Chłopaki mieli parę razy problemy techniczne. Co jednak nie przeszkodziło żeby się dobrze bawić na ich twórczości i pomachać energicznie głową w rytm muzyki. Dużym plusem zespołu jest sekcja rytmiczna, bębniarz daje po garach aż miło. 






Druga na scenie była Obsidian Mantra. Przed koncertem udało mi się dorwać ich sprzedających merch. Kupiłem płytkę oraz zdobyłem autografy. Za parę lat mogą być realną gwiazdą na scenie death metalu w Polsce. To co robią na As we will to czysta poezja. Nie inaczej było na koncercie. Techniczny a zarazem lekko melodyjny death metal który grają wpada w ucho a headbanging uruchamia się sam. Koncert był doskonały pod względem zdolności muzyków. Widać że chłopaki mają pasję do muzyki i sprawia im przyjemność to co robią. Z chęcią wybiorę się na kolejny koncert jeżeli będą w moim zasięgu. 








ZØRZA... No cóż mogę powiedzieć? Spodziewałem się że będzie to koncert doskonały. Gdy weszli na scenę i rozpoczęli gig to zaczęła się magia. Muszę stwierdzić że taki black metal to ja bardzo lubię. Było klimatycznie i melodyjnie. Zagrali sporą część Hellven co mnie ucieszyło. Nie ma się o co przyczepić ani jeżeli chodzi o wokal, teksty ani o umiejętności zespołu. Wszystko było perfekcyjne.  Z niecierpliwością będę wyczekiwał kolejnych wydarzeń oraz wydawnictw. Jest na co czekać. A tym koncertem pozostawili spory niedosyt. Jo chca wincyj!!!

niedziela, 18 sierpnia 2024

NIECH CISZA MILCZY X

 Wczoraj pokonałem ponad 100 km na Śląsk, na dziesiątą edycję festiwalu metalowego Niech Cisza Milczy w Pyskowicach nad jeziorem Dzierżno Małe. Było na czym zawiesić oko jeżeli chodzi o krajobraz.




Od parkingu do miejsca wydarzenia był mały spacerek przez las. Na szczęście były znaki :D


Zespołem który miał zaszczyt rozpocząć ten zacny festiwal był Vastness.




Vastness przyjechało z bardzo daleka czyli okolicznych Gliwic. Grająca death metal z elementami thrash banda rozpaliła nas do czerwoności, mimo iż już było gorąco, cytując słowa wokalisty na temat pogody "Lampa jak chuj"
Zagrali kilka skocznych kawałków jak na ten gatunek muzyki wypadało. 



Kolejni na scenie ukazali się Asperatus, z miasta królów polskich, Krakowa. Zespół działa od 2011 roku i dotychczas wydali dwa krążki Sanctified State of Decay oraz Warped Reality. Przedstawili solidne i ostre granie z zakresie technicznego death metalu. Coś do potupania nóżką i potrząsania głową. Na koncercie bawiłem się świetnie. Widać na scenie już ich niemałe doświadczenie. 



Trzecim zespołem była Semprah grająca melodyjny death metal z Bielska-Białej. Bardzo mnie zaskoczył ten zespół, którego dotychczas nie znałem. Niesamowita energia na scenie, fajny kontakt z publicznością, niebanalne teksty i w języku polskim jak i po angielsku. W szczególności byłem pod wrażeniem Asi, wokalistki zespołu, świetny growl.



Kolejną gwiazdą był duński a właściwie polsko-duński Hellmaze. Zapowiedź brzmiała tak iż ma zagrać pierwszy gość z zagranicy, jakież było zdziwienie gdy wokalista zaczął do nas mówić piękna, czystą polszczyzną.
Hellmaze istnieje od sześciu lat, w swoim składzie ma dwóch Polaków oraz dwóch Duńczyków. Dotychczas wydali jedną EP-kę. Grają thrash metal i groove. Porządne, melodyjne riffy, chwytające tekstu które można pośpiewać z zespołem, mają wszystko by zrobić dużą karierę. Piosenkami które mi najbardziej zapadły w pamięć były King of suffering oraz moshpit bukkake.



Następnym zespołem na tej pięknej leśnej scenie był Beerhead. Jeżeli miałbym ich jakoś określić było to połączenie humoru Nocnego Kochanka z muzyką Motorhead i dużą ilością piwa. Testy były humorystyczne, muzyka zajebista, wokalista nawet potrafił imitować styl Lemmy'ego, latały dmuchańce w kształcie piwa i instrumentów muzycznych. Cóż więcej rzec. Bawiłem się wyśmienicie. Idealne rozluźnienie po death metalowym wpierdolu i występach które nas czekały. W sam raz do obiedniej kiełbaski z grilla. 









Jako pierwsza miała się pojawić Vendetta FM lecz przez trudności ze sprzętem zmieniła się kolejność zespołów i nastąpiła Zgroza.
Oj ludzie, co tutaj się działo... Melodyjny black metal to coś co kocham najbardziej a jeszcze w takiej oprawie. Stałem nieopodal miotaczy płomieni co sprawiło że poczułem się jak w piekle lub jak baranina na ruszcie u Pana turasa.
Muzyka, teksty, występ, oprawa to wszystko złożyło się na niesamowite doznania audiowizualne, doznałem katharsis. 
Uczucia beznadziei, smutku, bezradności, wkurwienia to wszystko było tutaj. Dziękuję Zgrozo za to.




Po Zgrozie przyszedł czas na Hiszpanów z Vendetty Fucking Metal. Co do tekstów się nie wypowiem bo duża część z nich jest po hiszpańsku którego nie znam. Jednak to co zrobili z publicznością, jak wokalista śpiewał będąc w pogo. Niezapomniane. Istny Hardcore. 



Po Hiszpanach czas na coś nam o wiele bliższego. Starzy wyjadacze, klasyczne death metalowe granie wprost od naszych sąsiadów Czechów. Zespół Hypnos. Przyznam szczerze że nie znałem ich wczesnej i wielce żałuję. Bawiłem się świetnie, energia podobna jak na zespole Vader. Ci co nie znali dobrze historię zespołu, dostali zadanie domowe od zespołu, wejść na YouTube i się zapoznać, melduje że dziś wykonałem. To był pierwszy raz gdy tak dużo przyjemności czerpałem z pracy domowej. 







Noc, strugi deszczu, pierwsze błyskawice. W takimi oto anturażu zagrała amerykańska legenda death metalu, zespół Master który w latach 80tych zaczynał swoją przygodę w tym gatunku. Czuć było światowy poziom tej kapeli. Przez pogodę i porę nie mogłem zostać do końca koncertu ale te kilka kawałków które słyszałem były fantastyczne i całkowicie spełniły moje oczekiwania względem tej kapeli. 


Moja ocena festiwalu, wliczając to krajobraz, poziom nagłośnienie, zespoły i nader uczciwą cenę czyli całe 0 zł.
666/10    \m/